EGIPT 1
Afryką jestem o c z a r o w a n y

Afryka - Egipt - Sharm el Sheikh
wyjazd 09.11.2004 na dwa tygodnie

Witajcie tam w dalekim i zimnym kraju.
Na szczęście mam dostęp w hotelu do inetu. Tutaj nawet na plaży jest kawiarenka internetowa, więc mogę też odbierać pocztę. Po prostu, należy pisać na mój adres: gerczak@pnet.pl
Jestem w Sharm el Sheikh.
Rany Boskie - jak tutaj jest ohydnie cudownie i jaki niepowtarzalny kontrast. Wyleciałem z Wrocławia w temperaturze ~+7C, deszcz smagał me oblicze, a nasza swojska polsko-jesienna wilgoć wdzierała się pod moja kusą kapotkę. Wysiadam z samolotu w Egipcie i jak to w Afryce, cały już jestem lepki od potu. Rozwieźli nas po hotelach i już się zrobiło nieprzyzwoicie milo - wszystko grało jak w zegarku. Żadnych uwag. Bo nie chcę.



Cały hotel i wokół niego, to jedna wielka egzotyka. Zbudowany na planie kwadratu, ale tak rozbudowany, że rozciąga się w te i we w te, a centralnie - olbrzymie patio z palmami, kwitnącymi krzewami, dwoma orientalnymi barami i w środku tego wszystkiego jeszcze duży basen, z tak potwornie błękitna wodą, że aż boli. Wokół basenu oczywiście wygodne leżaki, tak, że z rańca, przed śniadaniem, wychodzę w kąpielówkach z mojego apartamentu i chlup. Ohyda.
Pokój, jak to w hotelu 4 ****, obszerny - pełny wypas: klima, lodówa, telefon, nawet w telewizorze mam TV Polonię. Śniadania b. obfite i duża różnorodność. Długi szwedzki stół - przysięgam, że długi - a na nim duży wybór. Za tym stołem (mimo, że to szwedzki stół) stoją Egipcjanie w białych kucharskich czapach. Jedzonko raczej pod Europejczyków, ale jest kilka potraw ichniejszych, wiec w pierwszy dzień, na talerzyki ponakładałem osobno wszystkiego "po troszku", aby wiedzieć co jest co - cały stolik miałem zastawiony, oraz napoje: soków różnistych, kawa, mleko, tee (pełna degustacja - ale po niektórych potrawach byłem zdegustowany). No i ciasta.
Zaskoczyła mnie duża różnorodność ciast. Piszę dość chaotycznie, bo i mało czasu i mile zdziwiło mnie niespodziewanie łatwe dojście do inetu.
Kończę już, bo czas na obiado-kolację. Dzisiaj o 2:00 w nocy wyjeżdżamy na wycieczkę fakultatywną do Kairu. Może cos szkrabnę później, ale nie obiecuję.
A jednak.
Dopiero obiado-kolacje, które jadamy na świeżym powietrzu (od 19:00 do 23:00(kiedy jest już ciemno, mają swój niespieszny urok. Stoliki są rozstawione na kilku poziomach kaskadowo - tarasowatych; mnóstwo światła, ale nie w wprost - jest taki lekko widoczny półmroczek. Jedzenie różniste - stół szwedzki - nie wszystko mi smakuje, ale te desery...... - to już świństwo, że tyle tego i co ważne - wszystkie wypieki mi smakują. Gdyby nie to, że cały czas nurkuję na rafie i może Morze Czerwone wyciąga ze mnie równowartość zżeranych smakołyków, nieźle bym się tu utuczył.
Pierwsza wycieczka do Kairu. Szalenie niezrównoważone miasto, a jazda po ulicach to istny cyrk. Nie ma żadnych prawideł. Muzeum Narodowe pełne różnonarodowego gwaru. Bardzo ciekawe. Mało czasu.
Giza - Piramidy - Sfinks. Potęga czasu, ale nie mogłem się skupić, ani na kontemplowaniu, ani na filmowaniu, bo pełno wszechobecnych, rozwrzeszczanych namolnych, upierdliwych, drobnych handlarzy.
Nie sposób się oprzeć i nie opisywać tego co się tu widzi i czuje. Oczywiście robię zdjęcia, kręcę kamerą, pstrykam pod wodą na rafie, ale to jakby mi zbyt mało. Te pieprzone, szalenie kolorowe, porąbane ryby na rafie w ogóle nie boją się ludzi. Papugoryby skubią glony z rafy w odległości 50 cm od mojej maski - oczywiście udają, że mnie nie widzą. Po chwili, po przeżuciu kawałka rafy, wypuszczają z pyszczka lub z odbytu strumień zmielonej rafy - teraz już wiem, skąd się bierze piasek w morzach i oceanach. Ciekawe jak wyjdą zdjęcia. Morze Czerwone jest bezmyślnie czyściutkie - pod wodą widać na 20 - 30 m w głąb i w dal. Próbowałem zanurkować na jakieś 3- 5 m i w uszach poczułem takie ciśnienie, że myślałem, że mi bębenki wciśnie do łba. Rafa w Sharm el Sheikh ciągnie się wzdłuż całej plaży w odległości około 50 m od brzegu i jest wrednie piękna. Wredna - bo można chodzić po niej tylko w butach lub w płetwach - bez tego, stopy jak krwisty befsztyk zwabiają rekiny. A nurkujemy przecież w Shark Bay (Zatoka Rekina). A piękna - bo piękna i koniec. Wrócę tu - jak jasna cholera.
Tu wystarczy wieczorem (po 20:00) łazić po mieście (Naama Bay) i już jest OK -atrakcji mnóstwo. W hotelu i wszędzie towarzystwo międzynarodowe. A Polacy nie czują się już jak ubodzy krewni.
Pozdrowionka.