Moje fascynacje
Egipt 1 ... Egipt 2
Wyspy Kanaryjskie 1 ... Wyspy Kanaryjskie 2
USA 1 ... USA 2 ... USA 3
USA 1

Jestem pod wrażeniem
Manhattan
To są zapiski jeszcze z USA.
Zaliczyłem Niagarę i cuda na Manhattanie. Natrzaskalem mnóstwo fotek i filmów.
Najciekawsze fotki wyszły z nocnej sesji i mokrego Manhattanu. Ladacznica, Panna Broadway i jej piękne podbrzusze Times Square.
Byłem dzisiaj w Amerykan Museum of Modern Art na Manhattanie. Jezu, tyle obrazów Picassa, Matisse'a, Gaugin'a, Slvadora Dali, Moneta, Van Goga, Cezanne'a w jednym miejscu widzieć, aż strach, nienawidzę się bać.
A ludzie łażą, oglądają i tak to im spowszedniało, że przechodzą obok tych dzieł, wróć >arcydzieł<, jak koło stodoły.
Jutro następna uczta: Metropolitan Museum of Art, kolo Central Park od strony zachodniej. Podobno jeszcze obfitsze i okazalsze zbiory.
Nastawiam się na impresjonistów.
Kilka dni temu kuzyni zawieźli mnie nad wodospad Niagara. Z góry widać, że to spora siklawa, ale dopiero podpływając stateczkiem pod te ogromne masy wody, zdajesz sobie sprawę, jaka to potęga. Statek na pełnych obrotach, a stoi w miejscu.
Zajmijmy się NYC czyli New York City.
Napstrykałem następne fotki. I znowu pieknie wyszły, ale to nie moja zasługa, tylko samego, urokliwego miejsca fotografowanego. Modelka, czyli jak już powiedziałem, Broadway jest mocno używana, czytaj: intensywnie dymana przez turystów z całego świata. Miała kilka skrobanek, wiele poronień ale i mnóstwo wspaniałych narodzin. Można powiedzieć: ta dziwka daje ciała wszystkim i nikomu nie popuszcza, ale, jak masz szczęście - możesz z niej czerpać garściami. Uwielbiam takie rozpustne zjawiska. Poza nią nic się nie liczy, no może Wall Street, która jest jak burdelmame nalana, tłusta, ociekająca obrzydliwie dolcami, obwieszona łzami ze złota i krwawymi koliami brylantów.
Bo ona nachapała się na wojnach, cierpieniu i intrydze, ale ma to gdzieś, bo to nie jej synowie giną, ona wysyła cudzych, a sama obrasta w sadło, ale kudy jej do wdzięku i urody Broadway'owej. Jedna kapie zlotem i ropa, (ale jakby w zakamarkach, pokątnie, w skrytości wstydliwej, bez rozgłosu), druga skrzy się neonami i blichtrem.
Jedna wabi rozkraczonymi udami, gdzie, nie bacząc na niebezpieczeństwa w postaci
uwikłania się w drogę bez powrotu, ludy całej ziemi z uśmiechem i radością, liczą na szczęście i niebywała imprezkę. Przy Wally czujesz się niepewnie, bo jest zamknięta w sobie, niedostępna i podziwiana przez miernoty a dymana przez tych, którzy na tym dymaniu zarabiają.
A poza Manhattanem Nowy York jest nisko zabudowany, szeroko rozlany, niekiepsko
ukrwiony
- dobra komunikacja: bus, subway, train.
Najwięcej cieszą mnie rozrywki kulturowe na Manhattanie.
Już widziałem i zaliczyłem:
- wystawę "Bodies" The Exhibition - spreparowane ciała ludzkie,
- Amerykan Museum of Natural History, ale to trochę mnie znudziło, bo nie przepadam za wypchanymi zwierzętami,
- oczywiście przedreptałem całą Broadway (od 23 Street do Central Park - bo
tylko to się liczy, chociaż jest dużo dłuższa, no i na północ od Central Park pojeździłem po Harlemie)
- a wiec i Time Square, gdzie rokrocznie tłumy witają Nowy Rok
- byłem przy WTC
- Wall Street
- Central Park - nic ciekawego, (nasz, we Wrocławiu, Park Szczytnicki jest bardziej zadbany), ale, że Central Park jest na Manhattanie i styka się z Harlemem od północy, a od południa z samym jądrem Manhattanu, to o nim się mówi na całym świecie, a nie o Szczytnickim
- Rockefeller Center
Połaziłem po Chinatown, Soho i Greenwich Village.
Popłynąłem stateczkiem na wysepkę, gdzie stoi Statua Wolności, zwiedziłem lotniskowiec (już jako muzeum - ale to wielkie),........ o rany, mógłbym pisać i pisać. Czuje, że muszę się zabrać za to metodycznie, bo jak na razie, widzę w tych zapiskach chaos.
Będę musiał po przyjeździe, rozwinąć punkt po punkcie.
Mam ochotę o tych wszystkich miejscach pisać, ale czy wystarczy czasu i woli.